FANDOM


- Juliette, wyjaśnij mi to, co robi tutaj ten wilk?! Czy ty specjalnie popłynęłaś do lasu, żeby ją tu sprowadzić? Czy ty chcesz sprowadzić na nas klątwę, nieszczęście? - Powiedziała znerwicowana matka. 

- Nie, to nie tak jak myślisz, mamo…

- Tak, to jest tak, jak myślę. Oszukałaś nas, smarkulo.

- Nie! To nie jest tak jak myślisz, mamo! To… ja ci to zaraz wyja-

- Nie, nie musisz, – Powiedział rozwścieczony ojciec, i po chwili dodał.- A teraz, wynoś się! To był podstęp! A ty też! - Krzyknął, kopiąc wilka, jednak ona ugryzła go w nogę. -

- Nie dam się… a ty Juliette mnie oszukałaś. Mówiłaś mi w lesie, że oni w to nie wierzą, ale jednak.

- Ale, t-to… ja przecież tylko powiedziałam może”!

- Nieważne, siostro. Idź! Nienawidzimy ciebie! A ty głupi wilku też idź! - Powiedział Alan.

Juliette płakała, a Idun była na nią zła, że ją jak ona sama twierdzi, okłamała. Juliette wzięła wszystkie potrzebne rzeczy, i wsiadła do łódki z Idun. Podczas krótkiego rejsu na wyspę, na której się spotkały nie odzywały się przez całą drogę. Kiedy wysiadły z łódki, Idun rozeszła się w lewo, a Juliette – w prawo. Juliette płakała, idąc sama, obrażona na Idun przez las. Idun tak samo, ale ona jednak nie płakała. Juliette usiadła na skraju lasu. Usiadła na klifie, obok lasu, patrząc na Enurarię. Westchnęła ciężko, i patrzała dalej. Nie chciała skrzywdzić Idun, ani swojej rodziny. Zrobiło jej się przykro.

- Chcę umrzeć. - Powiedziała do siebie. - Mogłam jej nie przyprowadzać. To mój błąd. Och Idun, tak mi przykro… - Dodała. Po paru minutach siedzenia, wstała, i poszła w kierunku lasu. Wzięła patyk do ręki, i nim rzuciła. Kopała kamieniami, jednak już nie płacząc. Szła prosto, wchodząc do jakiejś wioski. Była godzina 17, więc byli jeszcze jacyś ludzie którzy chodzili po wiosce. W tej wiosce było strasznie wesoło. Gdy zobaczyła, wszystkich radosnych mieszkańców tej wioski, ściskało ją w brzuchu. Wolała iść z powrotem do lasu, ale nie chciała. Zrobiła się głodna, więc poszła do gruszkowego sadu. Patrzała, czy nikt nie widzi czasem, jak podjada komuś gruszki. Zjadła w sumie trzy gruszki. Po zjedzeniu, wróciła z powrotem do lasu. Była już prawie 19, a już było ciemno. Próbowała rozpalić ognisko. Niestety, nie dało się, więc ostatecznie zrezygnowała. Położyła się na liściach w lesie, i zasnęła. Nagle, poczuła coś miękkiego i ciepłego. To coś, szturchnęło ją parę razy łapą. Obudziła się i była zaskoczona… była to Idun. Zaskoczona zapytała:

- I-idun?! Co ty tu robisz?

- Postanowiłam ciebie przeprosić. Nie jestem już na ciebie zła.

- Na pewno?

- Tak. - Nie wiesz jak się cieszę… odchodziłam od zmysłów – Przytuliła ją z łzami w oczach. -

- To dobrze. – Uśmiechnęła się.

- Wiesz, widziałam ciebie, jak próbowałaś zapalić ognisko. Ja już to zrobię! – Powiedziała, zapalając ognisko.

- Mam też mięso, zjemy sobie. To mięso z dzika, posmakuj, jest dobre! - Juliette posmakowała mięso. Smakowało jej, co ucieszyło Idun. Po zjedzeniu mięsa, poszły spać przy ognisku. Obudziły się wczesnym rankiem. - Jestem głodna, a ty? - Zapytała Idun Juliette. - Tak, mój brzuch żąda jedzenia! - Zaśmiała się. -

- Możemy wstąpić w tej wiosce do piekarni. Mają tam dobry chleb i bułki. Bardzo lubię tam chodzić kupować pieczywo. Znaczy, lubiłam, bo teraz tam nie chodzę.

- Zaraz… czy ty… jesz pieczywo?! - No tak! A co, w twoich oczach byłam tylko wilkiem, który je mięso?

- Mhm.

- No widzisz, jem wszystko tak jak ludzie! Ale rzadko, bo szkodzi mi to na żołądek.

- Aha. - Mruknęła Jul. - A powiedz mi… czemu lubiłaś tam chodzić?

- B-bo… robiłam zakupy dla Klanu! Każdy członek co dwa tygodnie robił zakupy dla innych. Akurat, kiedy była moja kolej przekonałam się, że… wasze jedzenie nie jest takie złe.

- Aha! No dobra, to ruszajmy.

- Co ty z tym Aha”?

- Nic?

- No dobra – Zaśmiała się Idun. - to chodźmy!

I poszły do wioski. Miały wejść, kiedy nagle wszyscy mieszkańcy tejże wioski ich otoczyli. Dlaczego? Same nie wiedziały. Jednak widziały, że ludzie trzymają plakaty na których było napisane: Precz z dziewczyną z wilkiem!”, oraz ich wizerunek. Obydwie spojrzały na siebie – wiedziały, że to chodziło o nie obydwie. Nie wiedziały co robić. Idun chciała uciec, ale Juliette ją zatrzymała słowami, szepcząc jej do ucha:

- Nie uciekajmy. Nie chcemy stchórzyć. A z ciebie taki wilk, zrób coś! - Szepnęła Juliette. Idun odpowiedziała, że niech sama coś wymyśli. Idun odpowiedziała szeptem coś, o czym ona zupełnie nie wiedziała:

- Widzisz ten wisiorek? Możesz przemienić się w wilczycę.

- Czyli to… to nie jest zwykły wisiorek?!

- Tak głuptasie! To nie jest zwy-

- Aha! - Krzyknęła pewna kobieta. - To wy! Brać ich! - Krzyknęła na całą wioskę. Juliette przemieniła się w wilczycę, o kremowym kolorze futra.

- Psst, Jul! - Powiedziała Idun wołająca Juliette.

- Tak?

- Ja biorę tą kobietę, a ty ich.

- Mm… no dobra… - Powiedziała niepewnie i rzuciła się na tłum ludzi. Nagle ktoś strzelił w jej głowę strzałą. Był to ten sam łucznik, który strzelił w Idun!

- Ty głupcze!

- Wiem co chcesz powiedzieć ale ci nie dam. Wiesz co? Ja w ciebie strzeliłem strzałą, och nie, i co teraz?!

- Jajco… - Odpowiedziała bez sił Juliette. -

- A ty tam cicho bądź, kochana.

- Ty też!

- Powiedziała rozwścieczona Idun. Była do takiego stopnia rozwścieczona, że przemieniła się w dwa razy większą bestię, z której z łap, pojawiały się płomyki. Miała całe pomarańczowe oczy, i koniec jej ogona płonął. Stała się cała czarna. Miała również rogi, i skrzydła. Kiedy szła, zostawiała za sobą ognisty ślad, który znikał po paru sekundach. Wszyscy mieszkańcy byli zdziwieniu na jej widok.

- No, i co ty na to? Taki jesteś cwaniaczek, co? Lubisz robić innym krzywdę, ale boisz się walczyć! Taka jest przykra prawda o tobie, mój drogi… jeśli chcesz walczyć, proszę bardzo, ja i tak ciebie pokonam niż ty tymi swoimi durnymi strzałkami. Śmiało, strzelaj we mnie strzałami a coś zobaczysz!

Strzelił. Nagle wilczyca zniknęła. Tłumy ludzi, mieszkańcy wioski śmieli się z niego! Bo on, szukał jej wszędzie ale okazało się, że była za nim. Chwyciła go za ramię i rzuciła nim, nie za daleko. Ten się przeraził, ona na niego warknęła. On się nie poddał – chwycił za swój łuk i zaczął strzelać ze zatrutych strzał. Sęk w tym, że… ona je złamała i się zaczęła śmiać!

- Nic to mi nie robi, kochany. Mogę je łamać, a to nic nie da. Nie zabijesz mnie. Możesz zrobić co chcesz.

- Ach tak? To to, co teraz zrobię, będzie naprawdę mocne…

- Co chcesz zrobić?

- Zobaczysz… będzie ci szkoda pewnej osoby. Tej dziewczyny idiotki! - Mam cię naprawdę zabić?! Bo chyba tego chcesz i sam się o to prosisz!

- Raczej ty się prosisz o problemy, kochana!

- Co chcesz przez to powiedzieć? I dlaczego idiotka? Ty sam jestes idiotą!

- Sama się o to prosiłaś, kochana wilczyco…

- Powiedział. Znalazł jakiś ostry kamień i rzucił nim w głowę Juliette. Ona straciła przytomność, i zaczęła jej lecieć krew. Wszyscy byli zszokowani tym, co on zrobił.

- Straże! Aresztować go, on chciał ją zabić! - Powiedziała dziewczynka.

- Córciu, to nie jest odpowiedni widok na twój wiek.

- Wiem mamo, ale ona jest biedna.

- Tak, dobrze robicie! Wypad z nim! - Warknęła Idun.

- A ty się zamknij głupi wilku, to wszystko przez ciebie! - Powiedział mocno zdenerwowany łucznik.

- To przez ciebie. Dobra, nieważne, żegnaj! - Powiedziała już spokojna. Gdy już się uspokoiła, skurczyła się nagle i zmieniła się w swoją normalną postać. Jednak martwiła się o Juliette. Ludzie byli obojętni na ten widok, na widok krwawiącej Juliette. Nie chcieli jej pomóc, rozeszli się. Jednak została osoba, którą Idun świetnie znała – Był to William. William był również członkiem Klanu Wilczego Księżyca. Jest blondynem, ma szare oczy. Jest alchemikiem. Mieszka sam w domku na drzewie. Nie jest to zbyt wielki domek. Dla samego, jest to idealne.

- Cześć Idun. - Powiedział lekko się uśmiechając.

- W-william?! Ale ty tu?! - Tak, to ja we własnej osobie. Kto to jest, że oni jej nie chcą pomóc?

- To Juliette. Ona mi pomogła w lesie, kiedy ten głupek we mnie strzelił. - Tak? No proszę. Nie widać tego po niej. - Może mi pomożesz zatamować krwawienie?

- Mnie się jeszcze pytasz?! Oczywiście Idun! - Powiedział. Wyszukał w swojej torbie bandaże. Następnie chwycił głowę rannej Juliette, i owinął ją bandażem.

- Na tyle cie stać?

- Ej, to jeszcze nic! Jak zabierzemy ją do siebie, to posmaruję jej ranę miksturą regenerującą..

- Nie masz go przy sobie?

- Niet! Dobra, wiesz co… zanieśmy ją do mnie. Pomożesz mi? - Oczywiście, kochany. Już ją niosę.

- Kochany”? Co to ma znaczyć?!

- Eheh… nic nic! Dobra, nieważne! Chodźmy! I poszli. Do następnej wioski były trzy kilometry, jednak William miał do swojego domu dwa i pół. Mieszkał blisko siedziby Klanu Wilczego Księżyca, więc widywał się z każdym z nich codziennie. Kiedy już dotarli do domu, położyli nieprzytomną Juliette na łóżku. On otworzył buteleczkę, która zawierała czerwony płyn. Nalał trochę tej tajemniczej cieczy na dłoń, zdjął bandaż i posmarował nią ranę Jul. Zapach tej cieczy był drażniący, przez co Juliette się powoli budziła.

- Zobacz, Idun, ona się budzi.

- Tak, widzę.

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki