FANDOM


Enuraria - Wyspa, położona na północy Anurii. To tu mieszka Juliette, 17 - letnia Enurajka, szatynka o niebieskich oczach wraz ze swoim bratem Alanem, oraz rodzicami w domku. Juliette wybrała się na niewinny spacer, który obróci jej życie o 360 stopni... poznajcie jej historię...

- Idę na spacer, mamo. Pojadę łódką na drugą wyspę. Mogę? - Zapytała młoda Enurajka.

- Tak, możesz córciu, ale nie za długo. Wiesz, że budowanie kolejnej łódki jest no... męczące? Nie chcę, żebyś się rozbiła, czy coś. - Odpowiedziała matka.

- Mhm, mam o tym pojęcie, mamo. Będę ostrożna, płynę tylko na drugą wyspę, i do lasów! Nie będzie mnie może z godzinkę, dwie... zależy - odpowiedziała Juliette.

- Dobrze, córciu, bądź ostrożna i do zobaczenia! - Powiedział jej ojciec.

- Papa siostro! - Pożegnał się z nią brat.

- No, cześć. - Odpowiedziała i poszła. Ubrała gruby płaszcz oraz buty, które są ogrzewane owczą wełną. Płaszcz ten, ma gruby kaptur, dzięki któremu można się ogrzać. Poszła do stodoły, po swoje dwa toporki w razie czego, tak na wszelki wypadek. Toporki to podstawowa rzecz, którą muszą posiadać Enurajczycy. Służą one im do wszystkiego – do walki, do ścinania drzewa, a nawet do ubijania zwierząt. Można stwierdzić, że jest wielofunkcyjna. Kiedy zabrała swoje toporki, wsiadła do łodzi i płynęła. Do następnej wyspy było zaledwie cztery i pół kilometra, więc taką odległość łódką pokonywała nawet piętnaście minut. Kiedy była w połowie drogi, niewinny podmuch wiatru potargał szatynce włosy, przez co nie widziała drogi, jednak szybko odgarnęła włosy. W mgnieniu oka, pojawiła się już nad brzegiem. Wysiadła z łódki, i poszła w kierunku lasu,w którym były drzewa liściaste i iglaste. Zauważyła wiewiórkę, która biegła bardzo szybko, że Juliette próbowała ją dogonić, ale się nie udało, i był to powód, przez co Juliette śmiała się. Spacerowała sobie po lesie. Lubiła tutaj spacerować. Często zbiera z lasu owoce, a jesienią grzyby. Kiedy tak sobie szła, usłyszała jakieś odgłosy, jakby jakieś zwierzę walczyło z jakimś człowiekiem. „To pewnie myśliwy poluje na jakąś zwierzynę. Ale nie… przecież!” - Pomyślała, i powoli zbliżyła się, żeby zobaczyć, co się dzieje. Zastała mrożący krew w żyłach widok – Łucznika, który strzelił wilka i go zranił, przy okazji oddalając się i dodając:

- Zjeżdżaj, głupi wilku. Tylko nam zagrażasz! Jestem z siebie taki dumny, prawie ciebie zabiłem, niewinny wilczku. - Powiedział młody łucznik.

- Ech, ty głupcze! Myślisz, że mnie pokonasz? Ty strzelasz sobie z tego durnego drewnianego łuku, a ja za to używam magii ognia! - Odpowiedział wilk, będąc rannym.

- Ahahah! - Zaśmiał się łucznik. - Tak mówisz, żebym ciebie zostawił. Spokojnie, znam takie sztuczki.

- Ach tak, czyżby?! Teraz żałuj! - Powiedział wilk donośnie, wstając i ciągnąc za sobą zranioną tylną łapę z której leciała krew.

- Nie wiem czy wiesz, ale potrafię naprawdę zrobić wielkie kule ognia! Młody łucznik znalazł zatrute strzały, i próbował strzelić do wilka, ale za późno. Wilk strzelił w niego średniej wielkości kulą ognia. Ten, wystraszył się, i kazał wybaczyć wilkowi. On, nie wybaczył, i powiedział, że jest głupi. On zranił tego wilka słowami, mówiąc:

- Jesteś durnym futrzakiem. Spadaj, ty wilku ze złotymi oczami! Przynosisz tylko pecha. Niedługo zginiesz, bo prawie się wykrwawiłeś! - Na dodatek jeszcze go kopnął, a wilk, wyczerpany, zaczął płakać.

- Żałuj, młody… K-to to?! - Hej! Ty! Dlaczego mu to zrobiłeś?! Gadaj, albo… posmakujesz ostrzy toporków! - Łucznik znowu się zaśmiał i powiedział:

- Ahaha, kolejna wariatka. Mała, słuchaj, ten wilk zagraża, nie rozumiesz?! To zrozum. A tak poza tym, już tak dawno się nie uśmiałem!

- Zamknij się. Zjeżdżaj, bo jak nie… - Wściekła się, zrobiło jej się żal wilka. Po chwili, rzuciła przed nim toporkiem, a ten wystraszył się i przeprosił ich:

- No dobra… nie chciałem! Och nie! Jaka ty groźna dziewucha! Już sobie idę! Aaa! - I po chwili uciekł. 

- Auć… - Jęknął z bólu wilk. - pomóż mi, dobra duszo.

- Pomogę ci, spokojnie. Mam przy sobie bandaże, zabandażuję ci, i będzie ok. Jakoś postaram zatrzymać się krwawienie. Wiem, że w tym lesie są jakieś rośliny, które przyśpieszają proces gojenia ran! - Oznajmiła dumnie Juliette.

- Powiedz mi… jak się nazywasz? Ja jestem Idun. - Jestem Juliette, miło mi cię poznać, droga wilczyco. No ale co za bezczelny typ!

- Ale… on… - Co on?

- Ma rację z tym, że przynoszę pecha. Opowiem ci, dlaczego. Otóż… usiądź wygodnie i posłuchaj, a ja zrobię ognisko. - Powiedziała wilczyca, w której łapie pojawił się płomyk ognia, i podpaliła gałęzie. - A więc, urodziłam się w miocie wilków szlacheckich. Wilki szlacheckie to ten gatunek wilka, który sobie kiedyś król wyhodował w zamku i wypuścił na wolność. I ja jestem właśnie jednym z tych dzieci takiego typu wilka. Urodziłam się w miocie wraz z dwójką braci oraz z trzema siostrami. Niestety, każdy wierzy w tą plotkę, że wilki ze złotymi oczami przynoszą pecha. I tak było ze mną i z jednym z moich braci. Od razu nas opuścili, z powodu koloru oczów. Reszta rodzeństwa miała brązowe oczy! Ja z moim bratem nie rozumiałam, o czym ona mówiła, ale zrozumieliśmy, że nas po prostu nie chcę. I tak odeszliśmy. A to jakieś wilki nas przygarnęły, ale opuściły, a to jakaś dziewczynka z wsi… wtedy nagle, idziemy sobie lasem, kiedy tam nagle jakiś potwór zabił mojego brata! Nie pamiętam, jak on wyglądał. W każdym bądź razie, próbowałam ratować mojego brata, ale tylko siebie zraniłam. I tak straciłam mojego brata, i byłam wtedy wrzucona na głęboką wodę, bo byłam sama. Rok później, kiedy byłam wyczerpana, szłam sobie sama po lesie, kiedy nagle przewróciłam się. Wziął mnie wtedy jakiś starszy pan, który należał do Klanu Wilczego Księżyca. Wtedy, poduczył mnie, jak walczyć mieczem, jak używać magii ognia. Niestety, zmarł. Cały klan był w żałobie. Mieliśmy wtedy trzy dni żałoby. On… on był mistrzem. Żyłam tam cztery lata. Na moje urodziny, czyli miesiąc temu, wyszłam, ale nadal jestem członkinią tego klanu. Wtedy spotkał mnie ten zwyrodnialec… ten! I wtedy zaczęła się walka – on strzelił we mnie strzałą, a później sama widziałaś, co się działo, prawda? Czułam twój zapach. I wtedy ty mnie uratowałaś, moja bohaterko… nie wiem, jak mam ci dziękować! - Uklęknęła przed nią. Juliette zaskoczona jej wstrząsającą, wzruszającą historią z przyszłości. Chciała coś dodać, ale Idun się jej jeszcze zapytała:

- Ty też wierzysz w te bajki?

- Ja? Nie, może moja rodzina. Ale wiesz, może”…

- Mhm, wiem. Wiesz co? Może… zostańmy przyjaciółmi. Tylko czekaj, eheh! Muszę założyć moją zbroję. Może mi pomożesz? - Pewnie – Uśmiechnęła się. Jak zrobiła, tak zrobiła. Po chwili założenia zbroi, uścisnęły swoje dłonie.

- Wiesz jak się niezmiernie cieszę?! DZIEWCZYNO! - Rzuciła się na nią, i przytuliła tak, że o mało co jej nie udusiła – JESTEŚ MOJĄ BOHATERKĄ! Enurajka się zarumieniła i odpowiedziała:

- Tak, jestem… wiesz co? Mam małą propozycję.

- Jaką?

- Popłyniemy do mojego domu. Mamy dużo miejsca dla ciebie.

- Ty jesteś… Enuraiem! O mój boże, jeszcze bardziej się cieszę! - Idun próbowała ją jeszcze raz uściskać, ale Juliette tego nie chciała.

- Dosyć. Wsiadaj na łódkę i płyniemy do domu!

- Super! - Wykrzyknęła szczęśliwa wilczyca, próbując ją jeszcze raz przytulić. 

- Powiedziałam, dosyć! - Krzyknęła śmiejąc się razem z Idun. Wsiadły do łódki i popłynęły do domu. Trzynaście minut później, dopłynęły do domu. Wysiadły z łodzi. Juliette zaniosła swoje toporki do stodoły. Później, poszły do drzwi i Juliette zapukała.

- To pewnie Jul! Ja otwieram! - Krzyknął Alan, brat Juliette. Po chwili, otworzył drzwi, i zastał swoją siostrę szeroko uśmiechniętą, która oznajmiała:

- Mam dla was niespodziankę. - Później cicho dodała do Idun. - Możesz wejść do środka!

- Boże, tylko nie to… - Powiedziała zdenerwowana matka, która zobaczyła wilka ze złotymi oczami.- 

Ciąg dalszy nastąpi. 

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki